I chce się żyć!

Jak jedzenie zmienia życie

Jak jedzenie zmienia życie

Seebloggers, czyli festiwal dla blogerów i vlogerów z całej Polski był niczym lunapark. Mnóstwo możliwości, warsztatów i atrakcji sprawiło, że tego weekendu długo nie zapomnę. Jednak to co nasnuło u mnie prawdziwe refleksje to wesołe miasteczko położone jakieś 400m od naszego hostelu.
W niedzielę po południu, kiedy festiwal dobiegł końca, a Nam (byłam tam z przyjaciółmi) została jeszcze jedna noc w Gdyni, postanowiliśmy ją trochę zwiedzić. Młyńskie koło okazało się za drogie na nasze standardy i studencką kieszeń. Po prostu było szkoda hajsu, dlatego ze wszystkich możliwych atrakcji, które tak czy siak obeszliśmy wybraliśmy jedzenie. Jak to mówi moja babcia, pewnie jeszcze rosnę, dlatego jestem głodna. Szkoda tylko, że od gimnazjum mierze całe 164cm. I to już się nie zmieniło.
Wybraliśmy restauracje o nazwie Kandelabry. Weszliśmy do środka i usiedliśmy w klimacie, w którym można było poczuć się w pełni swobodnie. Podszedł do Nas kelner podał karty, zażartował i odszedł. Gdy odbierał zamówienie, słysząc nasze wybory doradzał, kiwał głową, ale przede wszystkim śmiał się i żartował. Szczerze mówiąc, to było najlepsze miejsce w jakim jadłam pod względem obsługi i smaku. Oczywiście zostawiliśmy napiwek, ale po co to wszystko piszę?

Otóż wyobraźcie sobie, że idziecie do sklepu, ten najbliższy sklepik na osiedlu, bądź jakiś znany Wam dobrze supermarket. Wkładacie zakupy do koszyka i podchodzicie do kasy, gdzie wita was niechętnymi słowami kasjerka, z miną pt. „Dobij mnie”.
Jak ważne jest by lubić, to co się  robi. Można być najlepszym sprzątaczem, biznesmenem, prawnikiem, czy pracownikiem sieciówki, jeśli tylko się to lubi. No tak, ale teraz kto wolałby być sprzątaczem? Szczerze mówiąc, znam osoby, które może nie wykonują najlepszej pracy na świecie, bo chociażby nie mają jeszcze do niej odpowiedniego wykształcenia, bądź sytuacja finansowa ich to tego zmusza, jednak gdy wykonują swoją pracę, to się z tego cieszą.
Ważne jest by robić coś z pasją. Ja jestem pewna, że tamten kelner wyciąga drugą pensję z napiwków, a przynajmniej powinien. Bo jak coś jest dla nas ważne, to warto robić to dobrze, a jak robisz to dobrze, to to Ci się zwraca.
Wpis miał być o tym co można przeżyć na Seebloggers, jaka to dla mnie była szansa i jak dużo wiedzy zdobyłam. Przyznaję, zdobyłam wiedzę i kompetencje jakich wcześniej nie miałam, ale to w tej normalnej codzienności dostrzegłam coś co mnie bardziej zainspirowało.
Swojej pracy na barze nie oddam za nic w świecie, bo choć czasem jest męcząca, to zawsze pojawia mi się uśmiech na twarzy, kiedy tam idę.

Inspirujmy się codziennością.
Justyna